Lifestyle

Cudowne kobiety

Dzisiaj będzie prywata jak się patrzy. W końcu potrzebuję tu też miejsca dla siebie. Czuję przeogromną potrzebę zapisania swoich myśli, bo są dla mnie ważne. Jeśli zostaniecie ze mną do końca tego wpisu — będę niezmiernie szczęśliwa.

Odkąd pamiętam poszukuję w swoim życiu inspiracji. Tego, co może poprawić, nadać kształt temu, jaka jestem. Nigdy nie zachwycałam się celebrytami, którzy sprzedawali swoją prywatność, dbali o odpowiednią ilość skandali, żeby ciągle być na fali. Zawsze większą wagę przywiązywałam do takich osób, które były autentyczne. Są w moim życiu (choć nie dosłownie) dwie cudowne kobiety, ze świata medialnego, które nie potrzebują tego całego blichtru. Robią to, co potrafią najlepiej, są cudownymi, dobrymi, mądrymi i ciepłymi osobami. I zasługują na naprawdę ogromy szacunek. Na miano autorytetu. Mojego autorytetu.

Odkąd zaczęłam poszukiwać samej siebie, pierwszym moim autorytetem była Martyna Wojciechowska. Z początku fascynowały mnie jej podróże. Zazdrościłam jej możliwości oglądania tylu cudownych miejsc, poznawania tych fantastycznych ludzi i opisywania tego w swoich książkach, czy programie. Potem zafascynowała mnie jej osoba. Dobroć, mądrość, otwarte serce i misja. Martyna Wojciechowska jest dla mnie osobą niezwykłą. Nie dlatego, że jest idealna. Popełniła w swoim życiu kilka błędów, z których wyciągnęła wnioski. Niejednokrotnie przewartościowywała swoje życie, a błędy młodości traktuje jak doświadczenie, które wiele ją nauczyło. Martyna w cudowny sposób wychowuje swoją córeczkę Marysię ucząc ją wrażliwości, dzielenia się, współczucia. Jest cudowną mamą i podróżniczką. W ostatnim czasie, po 10 latach kręcenia “Kobiety na krańcu świata”, w telewizji pojawił się program “10/10”. Program wyjątkowy, pokazujący kulisy jej pracy przy programie przez ostatnie 10 lat. Program nie tylko pokazuje niepublikowane materiały, ale również odkrywa trudności, z jakimi Martyna zmagała się, żeby nakręcenie materiału doszło do skutku. Zmęczenie, łzy, tęsknota, smutek, strach, niepewność. Wszystkie ludzkie uczucia. Prawdziwe, nie “telewizyjne”. Pamiętam jeden z odcinków, poświęcony dzieciom. Wiedzieliście, że córka Martyny, przed każdym jej wyjazdem pakuje swoje zabawki, żeby Martyna zawiozła je dzieciom z krańca świata? Ja nie wiedziałam. Wiedzieliście, że Martyna uratowała życie postrzelonej kobiecie jednego z dzikich plemion? Ja nie wiedziałam. Za to została deportowana wraz z ekipą z tamtego kraju, po drodze spędzając dobę w więzieniu. Dwukrotnie złamała kręgosłup. Pokonuje swoje bariery i ograniczenia i ma swoją misję w życiu. Dużo można o niej pisać. Ale tak cegiełka do cegiełki, przez kilka ostatnich lat, Martyna była dla mnie niesamowitą inspiracją i niedoścignionym ideałem. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale jak pisałam na początku, dzisiaj prywata. Moje zdanie.

Drugą niesamowitą osobą jest Dorota Szelągowska. Tak tak, ta sama z programu “Dorota was urządzi”. Z początku dzięki niej złapałam “bakcyla remontowego”. Od zawsze lubiłam przestawiać meble w pokoju i robić “projekty” wnętrz. Cieszyło mnie to. Potem, kiedy w końcu doczekałam się swoich czterech ścian zaczęłam wykorzystywać jej pomysły, starałam się być na maksa kreatywna. Ale co Dorota wniosła w moje życie poza “bakcylem remontowym”? Szelągowska jest niezwykłą kobietą, dowodem na to, że każdy z nas jest odpowiedzialny za kreowanie własnego życia. Mimo trudnego dzieciństwa, niełatwych relacji z mamą, ojcem, ojczymem osiągnęła to, czego chciała. Jest niesamowicie pozytywną, ciepłą i inspirującą osobą. Jest autentyczna w tym, co robi. Dba o swoją rodzinę, chroni swoją prywatność. Tak, jak Martyna dojrzewała do tego, aby stać się kobietą, którą znamy dzisiaj. Co więcej, pokazuje swoim przykładem, że kobieta może tak samo świetnie ogarniać “sprawy techniczne” w domu, a mimo to pozostawać kobietą i partnerką. Tak samo, jak Martyna, za cel życiowy postawiła sobie być jak najlepszym człowiekiem, dobrym i otwartym na innych ludzi.

Każdy w naszym życiu potrzebuje takich “autorytetów”. Czasami są one na wyciągnięcie ręki, w naszej rodzinie, w najbliższym otoczeniu, często zupełnie niezauważani. Czasami są to osoby, które są znane, medialne. Niezależnie od tego, kogo wybierzemy na swój autorytet ważne jest, aby był zgodny z naszymi wartościami. Ja wciąż dążę do ideału bycia dobrym człowiekiem. Różnie mi to wychodzi. Ale, chociażby dla dzieci, z którymi pracuję, ludzi, którymi się otaczam, chciałabym być chociażby namiastką wzoru do naśladowania. Bardzo chciałabym sobie na to zasłużyć. Autorytety pomagają nam dążyć do “doskonałości”. Dlatego zachęcam, szukajmy ich. Pamiętajcie, że nie trzeba mieć władzy, popularności, czy pieniędzy, aby zmieniać świat. Zacznijmy od tego naszego małego świata wokół nas, inspirujmy ludzi do czynienia dobra. Może się okazać, że mamy dużo większy wpływ na wiele spraw, niż by nam się wydawało.

Miłego dnia Kochani 😉

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Napisz do mnie
Facebook
Facebook
Instagram